Meet my new mate. Recenzja Huawei Mate 20

Bardzo czekałam na ten smartfon. Po recenzji Huawei P20 byłam pewna, że czeka mnie kolejna przygoda z urządzeniem, które robi świetne zdjęcia, czyli to, co lubię najbardziej, a przy tym jest wydajne i po prostu ładne. I tak oto o Huawei Mate 20 znowu piszę ja – czyli Sylwia Chwalana.

Spis treści:

1. Wykonanie Huawei Mate 20
2. Wydajność Huawei Mate 20
3. Potrójny aparat fotograficzny w Mate 20

 

Od pierwszego wejrzenia? Wykonanie Huawei Mate 20

Trafił do mnie model Huawei Mate 20 w kolorze Twilight.

zdjęcie Huawei Mate 20
 

Piękny, niebiesko-fioletowy gradient na tylnym panelu przyciąga wzrok. Nazwa wyjątkowo trafnie oddaje skojarzenie z niebem o świcie, pełnym przenikających się barw, od odcieni niebieskiego po fiolet i róż. Smartfon okazał się dość ciężki, ale przez to dobrze leży w dłoni. Ma mocną, stabilną konstrukcję. Wszystko jest pięknie dopasowane. Mate 20 lśni i naprawdę dobrze wygląda. Pierwsze wrażenie robi się tylko raz – Mate 20 poradził sobie bezbłędnie i wywołał bezsprzeczny zachwyt.

Złapałam się też na tym, że modele w kolorze Twilight rozpoznaję odruchowo. Te odcienie błękitu i fioletu oraz ich przejścia w czerń są niepowtarzalne.

Przedni panel wypełnia niemal w całości wyświetlacz, o wyjątkowo wąskich ramkach. Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie malutki notch, który mieści w sobie wyłącznie obiektyw przedniej kamery. Po obu jego stronach pozostaje wolne miejsce na powiadomienia.

Wyświetlacz to 6,5-calowy ekran dotykowy IPS o rozdzielczości 2244 x 1080 oraz panoramicznych proporcjach. Dzięki temu ma wielkość porównywalną z 5,5-calowym smartfonem. Zapowiadał się świetnej jakości obraz – i tu ponownie Huawei stanął na wysokości zadania. Jest czysto, wyraziście, barwnie.

Znajdziesz w nim też wbudowaną funkcję „Ochrona wzroku”, która ogranicza intensywność niebieskiego światła. Można ją uruchomić samodzielnie, jak i ustanowić harmonogram działania, tak, by uruchamiała się i wyłączała o określonej porze, np. wieczorem i rano. Ustawisz również temperaturę barwową w trybie ochrony wzroku, od zimniejszej po cieplejszą. Świetna opcja, gdy nawet po włączeniu tego trybu ekran wydaje się wciąż zbyt jasny w ciemnościach.

Lewy bok to standardowo tacka na karty SIM, prawy – intuicyjny, zgodny z przyzwyczajeniami użytkownika układ: klawisz głośności, a pod nim – klawisz blokady. Na dole mamy złącze USB C do ładowania oraz głośnik, na górze natomiast – tu niespodzianka – złącze jack.

 

Spójrzmy jeszcze raz czyli wydajność

Na pokładzie mamy 8-rdzeniowy procesor Kirin 980, 4 GB pamięci RAM oraz nowy i pachnący świeżością system Android 9.0 Pie wraz z nakładką EMUI 9.0.0. Całość uzupełnia aż 128 GB pamięci wbudowanej. Taki zestaw sugeruje szybkie działanie, wielozadaniowość i absolutny brak lagów, prawda? Musiałam więc to sprawdzić.

Korzystałam z Mate 20 jak z podstawowego smartfona: dzwoniłam, używałam komunikatorów, Instagrama, Facebooka. I tutaj bez niespodzianek – działał superpłynnie, nawet, gdy używałam wszystkiego tego jednocześnie.

Wtedy dopiero skusiłam się, by odpalić grę. Tekkena, w którego zagrywałam się na konsoli (tak, ja nie gram tylko na smartfonie) i który z moim tabletem nie był w ogóle zgodny. Ale na Mate 20 poszedł bez problemu. Grało się przyjemnie. Bez lagów. Na wysokich detalach. Nawet dało się wygrać. 😉 Na potwierdzenie kilka zrzutów ekranu.

screenshot z gry Huawei Mate 20
 

W codziennym użytkowaniu jest więc świetnie. Podobnie w przypadku bardziej wymagających zadań – odpalenie gry czy aparatu fotograficznego z funkcjami AI nie sprawia temu smartfonowi żadnych trudności. Obyło się bez zadyszki.

Ani razu nie zdarzyła się sytuacja, w której choćby zawartość ekranu załadowałaby się o ułamek sekundy wolniej. Mate 20 działał w lot, jakby niemal czytał w moich myślach. Podobnie skaner twarzy oraz czytnik linii papilarnych. Te pierwszy miewał jednak drobne problemy. Nie miał – miewał. Zdarzały się losowo. W tych samych warunkach pięć razy potrafił odblokować, a raz nie. Co mnie zdziwiło? Konieczność wymyślania aż 6-cyfrowego kodu, który był dodatkowym zabezpieczeniem ekranu. Ale potem kod się przydał. 😉

 

Do trzech obiektywów sztuka. Aparat fotograficzny Leica

Z tyłu mamy aż 3 obiektywy – 16 Mpix, 12 Mpix, 8 Mpix. Obok nich także lampa. Całość ułożona w kwadrat, który podobno niektórym kojarzy się z kuchenką. Cóż, mnie bardziej z lufami karabinu, z powodu etui, które niedawno zobaczyłam. 😉 Przód – tutaj jest moc, bo aż 24 Mpix.

Początkowo zdziwiła mnie jedna rzecz – byłam prawie pewna, że aparat ma domyślnie włączoną funkcję AI. No niestety… odpalenie jej wymaga jakichś 2 sekund i znalezienia w ustawieniach. Ale za to potem możemy się cieszyć automatycznie rozpoznawaną scenerią.

Słowem: Mate 20 wie, kiedy kierujemy jego obiektywy na wschodzące słońce, a kiedy – na jedzenie. I to jest świetna funkcja, ponieważ po zidentyfikowaniu otoczenia aparat podkreśla na zdjęciu to, co najważniejsze. W przypadku roślin – piękną zieleń. Na zdjęciach nieba – maksymalnie podkręca jego błękit. Zdjęcia wschodu słońca wiernie oddają natomiast niezwykły gradient odcieni od niebieskiego przez fiolet po złoto. Bez AI aparat radzi sobie wciąż fantastycznie, ale czasem kadrom brakuje już pewnej „charakterystyczności” i wyróżnienia tej najważniejszej cechy.

zdjęcie niebieskiego nieba z Huawei Mate 20 w trybie AI
 

Zdjęcia z głównej kamery, tej z trzema obiektywami, wychodzą świetnie. Nawet, gdy robimy je w mało ciekawym otoczeniu, AI plus kilka obiektywów „robią robotę”. Wydobywają z tego otoczenia to, co najlepsze i sprawiają, że najzwyklejsze zdjęcia zaczynają wyglądać jak małe dzieła sztuki.

AI faktycznie w jakiś sposób „myśli” za użytkownika. Dzięki temu Mate 20 sprawdzi się także wtedy, gdy chcesz robić piękne zdjęcia bez większego nakładu sił i czasu. One po prostu wychodzą, nie wymagają zaawansowanych umiejętności, grzebania w ustawieniach i postprodukcji. Oczywiście, możesz się tego podjąć – ale nawet jeśli tego nie zrobisz, zaczniesz uchodzić za dobrego fotografa. Zadbaj tylko o kompozycję, reszta zrobi się niemal sama.

Na wszystkich poniższych zdjęciach AI perfekcyjnie wykryło, co fotografuję: jesienny krajobraz, kota, jedzenie.

zdjęcie krajobrazowe Huawei Mate 20
 
zdjęcie kota w trybie AI Huawei Mate 20
 
zdjęcie jedzenia - Huawei Mate 20
 

No właśnie – opcje edycji. Jest ich tak wiele, że nie sposób wszystkie wymienić. Możemy oczywiście zdjęcia obracać, nadawać filtry, kolorować wybiórczo (funkcja „Kleks”), rozmywać, dostosowywać podstawowe parametry (jasność, kontrast, nasycenie itp.), pokrywać mozaiką, malować, przyklejać naklejki informujące o lokalizacji, pogodzie lub wyrażające, że kocham to miejsce („I <3 Here”) oraz etykiety (np. dymki wypowiedzi).

Opcje aparatu natomiast to szeroki przekrój funkcji. Możesz fotografować z superdopracowanym efektem bokeh, robić portrety, „zamarkować” różne typy oświetlenia, a nawet… pozbyć się tła na zdjęciach.

Przysłona

W tym trybie aparat pozwala regulować wielkość przysłony w zakresie od F/0.95 do F/16, czego rezultatem jest efektowne rozmycie tła. Co ważne, z funkcji zmiany wielkości przysłony można skorzystać zarówno przed zrobieniem zdjęcia, jak i na etapie postprodukcji.

Nocne

W tym trybie aparat musi być maksymalnie stabilny, sprawdzi się więc mobilny statyw lub po prostu ręka o coś oparta. Aparat robi kilka ujęć i „zbiera” je w jedno. Działa to podobnie, jak HDR, tyle tylko, że tutaj celem jest maksymalne oddanie jasnych punktów oraz najciemniejszych.

Dobrym przykładem są poniższe fotografie. Z lewej mamy kadr wykonany w trybie "Zdjęcie", z prawej - "Nocne".

zdjęcie w trybie automatycznym vs. tryb nocny - Huawei Mate 20
 

Portret

Tutaj zdecydowanie jest o czym porozmawiać. Masz do dyspozycji zdjęcie portretowe z efektem bokeh i bez, różne kształty bokeh (okręgi, serca, wir, dyski), z różnymi typami oświetlenia (fotobudka, żaluzje, pop, oświetlenie sceniczne) i z funkcjami upiększania w czasie rzeczywistym. Ostatnie 3 opcje oświetlenia usuwają tło i zastępują je kolejno: białą ścianą z cieniami żaluzji, kolorowymi światłami, czarnym tłem, z którego wyłania się Twoja postać. Może to ostatnie brzmi przerażająco i wyobrażasz sobie właśnie ten słynny kadr z Jackiem Nicholsonem w „Lśnieniu”, ale zapewniam Cię, efekt jest interesujący i wcale nie taki straszny.

A tu jak zawsze tryb portretowy w innym wydaniu niż zwykle. Zdjęcie i ręka kolegi z zespołu, Bartka.

zdjęcie w trybie portretowym - Huawei Mate 20
 

Zdjęcie

Tutaj znajdziesz HiVision do skanowania kodów, opcje lampy błyskowej, możliwość przełączania na tryb Ruchome zdjęcie, opcję wyboru trybu zdjęcia: Normalne, Jaskrawe kolory, Łagodne kolory, Ustawienia (Rozdzielczość, Znacznik GPS, Dodawanie znaku wodnego, tryb Mistrz fotografii AI, Linie siatki, Odbicie lustrzane (tylko w przedniej kamerze), Wycisz, Samowyzwalacz, Sterowanie dźwiękiem, Wykrywaj uśmiechy, Perfekcyjne śledzenie ostrości 4D, Ultramigawka (zrób szybkie zdjęcie za pomocą klawisza zmniejszenia głośności, gdy smartfon jest zablokowany).

I tak wygląda przykładowe zdjęcie wykonane nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno.

zdjęcie w ciemnościach - Huawei Mate 20
 

A tu co prawda zdjęcie w trybie portretowym, ale jednak po ciemku.

zdjęcie portretowe w ciemności - Huawei Mate 20
 

Film

W tym miejscu wybierzesz rozdzielczość (od 720p do 4K UHD), format (H.265, H.264). Włączysz też opcje takie jak: Znacznik GPS, AI Zoom (automatycznie dostosowuje poziom przybliżenia tak, aby filmowany obiekt znajdował się w środku kadru), Wycisz, Ultramigawka.

Pro

Ustawisz m.in. wartość ISO (od 50 do 3200), czas naświetlania od 1/4000 do aż 30 sekund, wartość ekspozycji od -4.0 do 4.0, typ AF – AF-S, AF-C, MF, balans bieli (w formie predefiniowanych opcji „pochmurno”, „sztuczne światło” itd. oraz płynnie– od 2800K do 7000 K). W tym trybie zrobisz także zdjęcia w formacie RAW.

Więcej

Tu jest już pełen przegląd dodatkowych trybów foto i wideo:

  • Zwolnione tempo
  • Panorama
  • Czarno-białe
  • Obiektyw AR
  • Malowanie światłem
  • HDR
  • Tryb poklatkowy
  • Filtr
  • Panorama 3D
  • Znak wodny
  • Dokumenty
  • Dobry posiłek (po pobraniu).

Przednia kamera natomiast to tryb portretowy z wymienionymi już opcjami bokeh, oświetlenia i upiększania oraz tryb filmowania. W pasku są wciąż także widoczne pozostałe opcje: przysłona, nocne, zdjęcie… ale wybranie ich powoduje automatyczne przejście do aparatu głównego.

Przykładowe selfie wykonane Huawei Mate 20. W dość trudnych warunkach oświetleniowych - ciemność, jedyne światło to lampki choinkowe. Z efektem bokeh w kształcie serc. Normalnie musiałabym się pobawić w małe DIY, żeby coś takiego osiągnąć, tymczasem Mate 20 zrobił wszystko za mnie.

selfie w ciemności - Huawei Mate 20
 

Przedni aparat – cóż, lubię Huawei właśnie za to, że nawet nie będąc mistrzem selfie, można się nim w końcu poczuć. Nie jest łatwo zepsuć zdjęcie z przedniej kamery.

Po dokładnym przetestowaniu wszystkich tych opcji muszę zwrócić uwagę na dwie rzeczy.

Po pierwsze, Huawei naprawdę wierzy w człowieka i zdecydowanie podkreśla w jego wyglądzie to, co podkreślać należy. W trybie selfie można stać się mistrzem selfie, nawet jeśli się nim do tej pory nie było. Przednia kamera domyślnie mocno podkolorowuje rzeczywistość i daje sporo nadziei, w przeciwieństwie do tylnych obiektywów. Te mówią prawdę bez litości. 😉

Znacznie lepiej jest też korzystać z opcji oświetlenia w trybie selfie niż z poziomu głównego aparatu. Raz, że człowiek na tych zdjęciach wychodzi po prostu lepiej i ładniej. Dwa, że przednia kamera lepiej sobie radzi z „odcięciem” postaci od domyślnego tła. Za drugim lub trzecim razem, pod nieco innym kątem na pewno zrobi to perfekcyjnie. W przypadku głównej kamery „rozjazdy” są znacznie bardziej widoczne. Uważam to jednak za opcje dodatkowe, stworzone do zabawy, więc tak też je potraktowałam i jakoś szczególnie mnie nie boli, że nie zawsze wychodziło perfekcyjnie.

To co z nami będzie, Mate?

Podsumowując, Huawei Mate 20 jest naprawdę porządnym kawałkiem smartfona. Działa doskonale płynnie, niezawodnie. W pełni zgodnie z oczekiwaniami. Jest wielozadaniowy i naprawdę fantastyczny. Okazał się dokładnie taki, jak się spodziewałam. I aparat też. Zdjęcia można śmiało porównywać do tych wykonanych za pomocą lustrzanki, choć wcale nie wymagają aż tyle zachodu.

Korzystanie z Mate 20 było dla mnie przyjemne, miło było wyciągnąć go z torebki i obserwować zaciekawione spojrzenia. Smartfon przykuwa wzrok i robi wyjątkowo dobre pierwsze wrażenie, a potem jest już tylko coraz lepiej. Na razie to mój dobry znajomy, który dostał spory kredyt zaufania i zwrócił go z nawiązką, ale myślę, że gdybyśmy mieli więcej czasu, mogłaby z tego narodzić miłość.

zdjęcie z bokeh i makro - Huawei Mate 20
 

Choć nie, moment. Właściwie to ona się narodziła już przy powyższym zdjęciu.

Zobacz Huawei Mate 20 w kolorze Twilight
Sprawdź także pozostałe wersje: Huawei Mate 20 w kolorze Midnight Blue oraz Huawei Mate 20 w kolorze Black