Nowa rzeczywistość cenowa elektroniki. Skąd biorą się podwyżki cen laptopów i smartfonów?
Rynek elektroniki to system naczyń połączonych
To klucz do poniższych rozważań.
Jeżeli drożeją pamięci, rośnie koszt produkcji laptopa. Gdy rośnie koszt produkcji, rośnie cena hurtowa. Gdy rośnie cena hurtowa, rośnie cena detaliczna. A gdy rośnie cena detaliczna – automatycznie rośnie zarówno VAT, jak i opłata reprograficzna liczona procentowo.
Cena urządzenia, które widzimy na półce w Polsce, jest wypadkową wielu czynników, np. globalnej produkcji półprzewodników, kursu dolara, kosztów transportu, decyzji producentów i regulacji prawnych. Wystarczy, że jeden z tych elementów się poruszy, by wytworzyć mniejszą lub większą falę.
A tak się składa, że rewolucja związana z AI tworzy nie tyle falę, co wręcz rynkowe tsunami.
Zobacz również:
Dlaczego pamięci RAM drożeją? Przyczyny wzrostu cenSztuczna inteligencja zmienia strukturę popytu
Rozwój sztucznej inteligencji nie polega wyłącznie na dodawaniu nowych funkcji do smartfonów czy laptopów. Za każdą odpowiedzią wygenerowaną przez model językowy, za każdą analizą obrazu, za każdym systemem rekomendacji stoi infrastruktura o skali, jakiej wcześniej w branży IT po prostu nie było.

Nowoczesne modele AI wymagają ogromnej mocy obliczeniowej
Ta pochodzi przede wszystkim z wyspecjalizowanych układów graficznych oraz bardzo szybkich pamięci o wysokiej przepustowości. Centra danych budowane dziś przez globalne firmy technologiczne zużywają tysiące takich układów w jednej lokalizacji. To już nie są pojedyncze serwerownie, ale często całe kampusy obliczeniowe, które funkcjonują jak elektrownie przetwarzające dane.

Kluczowe jest to, że te same firmy produkujące pamięci i półprzewodniki obsługują zarówno sektor konsumencki, jak i rynek centrów danych
Jeżeli więc rośnie popyt na droższe, bardziej zaawansowane komponenty dla AI, producenci naturalnie kierują tam większą część swoich mocy produkcyjnych. Segment serwerowy jest po prostu bardziej rentowny i bardziej przewidywalny finansowo niż rynek laptopów czy smartfonów.
To nie oznacza, że ktoś „zabiera” pamięć konsumentom. Oznacza natomiast, że globalna podaż półprzewodników nie rośnie w nieskończoność. Fabryki mają określone moce produkcyjne, a ich rozbudowa trwa latami i kosztuje miliardy dolarów.
Jeśli więc duża część produkcji trafia do infrastruktury AI, dostępność komponentów dla klasycznej elektroniki użytkowej staje się bardziej napięta.
W największym uproszczeniu wygląda to tak: rynek, który przez lata był względnie stabilny, musi dziś konkurować o te same zasoby z dynamicznie rosnącym sektorem sztucznej inteligencji. A kiedy rośnie konkurencja o ograniczony komponent – niezależnie od tego, czy mówimy o pamięci DRAM, dyskach SSD, układach GPU czy zaawansowanych procesach litograficznych – presja cenowa pojawia się niemal automatycznie.
Warto mieć na uwadze, że rozwój AI nie jest chwilową modą
To długoterminowa zmiana strukturalna. Firmy inwestują miliardy w centra danych z myślą o kolejnych latach, nie o jednym sezonie sprzedażowym. Oznacza to, że zapotrzebowanie na półprzewodniki nie tylko wzrosło, ale prawdopodobnie pozostanie wysokie przez dłuższy czas.
Dla konsumentów oznacza to jedno: elektronika użytkowa przestaje być jedynym i głównym odbiorcą najnowocześniejszych komponentów. A gdy dzieli zasoby z sektorem o znacznie większym apetycie inwestycyjnym, musimy liczyć się z tym, że ceny nie będą już kształtowane wyłącznie przez popyt na laptopy czy smartfony.
Pamięć DRAM, czyli jak „paliwo” AI wysysa rynek konsumencki
Rynek pamięci DRAM przeżywa jeden z najgorętszych cykli cenowych od lat i trzeba przyznać, że konsumenci odczuwają to coraz boleśniej.
W 2025 roku ceny kontraktowe DRAM wzrosły o 75–170% rok do roku (w zależności od segmentu i kwartału pomiaru), a według TrendForce w Q1 2026 wzrost sięgnie kolejnych 90–95% kwartał do kwartału, co oznacza podwojenie cen w przypadku PC DRAM.
Żeby zrozumieć, skąd to się bierze, trzeba spojrzeć na to, gdzie tak naprawdę trafia dziś pamięć z fabryk producentów. Odpowiedź jest prosta (i zdążyliśmy ją zdradzić wcześniej): do centrów danych budujących infrastrukturę pod AI.
Nowoczesne serwery AI zużywają znacznie więcej niż tradycyjne maszyny, zarówno klasycznej pamięci DDR5 po stronie procesora, jak i ultraszybkiej pamięci HBM montowanej bezpośrednio na pakietach akceleratorów.
Warto wiedzieć
HBM (High Bandwidth Memory) to rodzaj pamięci o bardzo wysokiej przepustowości, stosowanej głównie w kartach graficznych i procesorach AI. W odróżnieniu od tradycyjnej pamięci GDDR, układy HBM są montowane bezpośrednio obok procesora graficznego i połączone szeroką magistralą, co pozwala na znacznie szybszy transfer danych przy niższym zużyciu energii.
Jeden taki serwer potrafi pochłonąć terabajty pamięci, a wielkie centra danych stawiają ich tysiące
Producenci zaczęli być bardzo selektywni w tym, co i komu sprzedają, przekierowując moce produkcyjne na wysokomarżowe moduły serwerowe i HBM kosztem rynku PC i urządzeń konsumenckich.
Do tego po kilku latach niskich marż nikt specjalnie się nie spieszy z inwestycjami w nowe moce wytwórcze. W efekcie (skądinąd mocno przewidywalnym) popyt rośnie szybciej niż podaż, a ceny idą w górę w całym łańcuchu dostaw.

Niestety odbija się to – i to mocno – na kieszeniach konsumentów
Moduły DDR5 do komputerów stacjonarnych i laptopów potrafiły w 2025 roku podwoić swoją cenę detaliczną względem dołka cyklu z 2023 roku (a to przecież nie koniec).
Producenci laptopów raportują, że koszty RAM-u i pamięci wzrosły do ok. 35% całkowitego BOM (ang. Bill of materials, czyli lista wszystkich elementów potrzebnych do wytworzenia urządzenia) urządzenia – niemal dwukrotnie więcej niż przed kryzysem – co bezpośrednio przekłada się na 15–20-procentowy wzrost cen końcowych.
Kup kartę podarunkową w x-komie
Oprócz wzrostu cen widzimy też cięcia w innych elementach konfiguracji. Gorsza grafika, mniejszy SSD, skromniejsza pamięć – są to wymuszone kompromisy, które coraz częściej pojawiają się za kulisami przy projektowaniu nowych modeli.
W smartfonach sytuacja jest jeszcze bardziej wymowna: udział kosztu pamięci w całościowym koszcie podzespołów w budżetowych modelach może wzrosnąć nawet do 30–40%, podczas gdy historycznie oscylował wokół 10%.
Część producentów reaguje na to, oferując tańsze warianty z 8 GB RAM zamiast 12 czy 16 GB lub po prostu opóźniając premiery modeli z większymi konfiguracjami. Mówiąc wprost: płacimy więcej za mniej, bo AI ma apetyt, którego rynek konsumencki nie jest w stanie przebić.

NAND flash i SSD – drugi front tej samej wojny
Jeśli pamięć RAM jest dziś „paliwem” dla sztucznej inteligencji, to pamięć NAND jest jej magazynem. A kiedy ten magazyn zaczyna się kurczyć, a koszty „magazynowania” rosnąć, efekt odczuje każdy, kto kupuje laptop, konsolę czy telefon.
Jeszcze w latach 2022–2023 pamięci były wyjątkowo tanie
Producenci wytwarzali ich więcej, niż rynek był w stanie wchłonąć. Ceny spadały, a dyski SSD osiągnęły historycznie niski poziom. W odpowiedzi firmy ograniczyły produkcję i inwestycje, co stanowi naturalną reakcję, wszak nikt nie chce produkować ze stratą.
Warto wiedzieć
NAND to rodzaj pamięci flash służącej do trwałego przechowywania danych – znajdziesz ją w dyskach SSD, smartfonach i kartach pamięci. Dane pozostają w niej nawet po odłączeniu zasilania.
Problem w tym, że popyt wrócił szybciej, niż oczekiwano. I znów niebagatelną rolę odegrało tu AI
Ogromne centra danych, które dziś budują infrastrukturę pod sztuczną inteligencję, potrzebują nie tylko mocy obliczeniowej i pamięci RAM. Potrzebują też miejsca na dane.
Modele AI są trenowane na gigantycznych zbiorach informacji, a później generują kolejne terabajty wyników. To wszystko trzeba gdzieś przechowywać – szybko, wydajnie i energooszczędnie. Właśnie dlatego rośnie zapotrzebowanie na serwerowe dyski SSD.
W efekcie mamy sytuację, w której produkcja została wcześniej ograniczona, a zapotrzebowanie rośnie jednocześnie z kilku stron. A gdy popyt rośnie szybciej niż podaż, ceny zaczynają iść w górę.
W 2025 roku było to wyraźnie widać w segmencie SSD – szczególnie przy większych pojemnościach, takich jak 1 TB czy 2 TB. Dyski, które jeszcze niedawno były rekordowo tanie, zaczęły drożeć. W niektórych przypadkach różnice względem najniższych cen z poprzednich lat sięgały kilkudziesięciu procent.

To przekłada się bezpośrednio na ceny gotowych urządzeń
Producenci laptopów coraz częściej wracają do 256 GB jako podstawowej konfiguracji w tańszych modelach, a dopłaty do 1 TB są wyraźnie wyższe niż jeszcze dwa–trzy lata temu.
W konsolach i handheldach rosną różnice cenowe między wersjami z różną pojemnością. W smartfonach coraz wyraźniej widać, że warianty 512 GB czy 1 TB przestają być „użytecznym dodatkiem”, a stają się segmentem premium z wyraźnie wyższą ceną.
Z perspektywy konsumenta wygląda to prosto: płacimy więcej za większą pojemność. Z perspektywy rynku to jednak wynik globalnej gry o komponenty, w której elektronika użytkowa musi konkurować z centrami danych i infrastrukturą AI.
I podobnie jak w przypadku pamięci RAM, nie chodzi o jednorazowy skok, lecz o cały cykl rynkowy. Różnica polega na tym, że dziś ten cykl nakłada się na trwały wzrost zapotrzebowania ze strony technologii, które rozwijają się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

Podatki i opłata reprograficzna – cichy składnik ceny w Polsce
Kiedy patrzymy na cenę laptopa czy smartfona w sklepie, najczęściej porównujemy ją z kwotami z zagranicznych serwisów albo z przelicznikiem pt.: „ile to kosztuje w dolarach”. Rzadko jednak uwzględniamy fakt, że polska cena zawiera w sobie zestaw lokalnych obciążeń, które w innych krajach mogą wyglądać inaczej.
Pierwszym i najbardziej oczywistym elementem jest VAT
W Polsce stawka wynosi 23% i należy do wyższych w Unii Europejskiej. Oznacza to, że niemal jedna czwarta ceny detalicznej urządzenia to podatek. Co istotne w swojej oczywistości, VAT nie jest stałą kwotą – rośnie wraz z ceną produktu.
Jeśli więc laptop drożeje z 4000 do 5000 zł z powodu, na przykład, wyższych kosztów pamięci czy procesora, to automatycznie rośnie także VAT: z 920 zł do 1150 zł. Sama różnica w podatku to 230 zł. Państwo nie podnosi stawki, natomiast przy wyższej cenie baza podatkowa jest większa, więc rośnie też kwota odprowadzana do budżetu.
Podobny mechanizm dotyczy (w mniejszym stopniu) opłaty reprograficznej
Opłata ta jest mechanizmem funkcjonującym w Polsce od lat (choć znacząco zaktualizowanym z początkiem 2026 roku). Opłata reprograficzna zakłada, że część ceny urządzeń umożliwiających kopiowanie treści trafia do organizacji reprezentujących twórców. W założeniu ma to rekompensować prywatne kopiowanie utworów.
Od 1 stycznia 2026 roku w Polsce obowiązuje rozszerzona lista urządzeń objętych opłatą reprograficzną, obejmująca m.in. smartfony, tablety, komputery i nośniki danych. Stawka, w zależności od kategorii, wynosi 1–4% wartości urządzenia.
I znów: to wartość procentowa, liczona od ceny.
Jeśli zatem smartfon kosztuje 3000 zł, 1% opłaty to 30 zł. Jeśli ten sam model – z powodu droższej pamięci NAND i DRAM – kosztuje 3500 zł, opłata rośnie do 35 zł. Niby różnica niewielka, ale w skali setek tysięcy urządzeń na rynku oznacza realne, dodatkowe miliony złotych w całym łańcuchu.
Co ważne, opłata reprograficzna (przynajmniej w teorii) jest kosztem po stronie producenta lub importera, który musi ją uwzględnić w kalkulacji ceny. W segmencie elektroniki, gdzie marże często są jednocyfrowe, nawet jeden dodatkowy procent ma znaczenie. Tego kosztu nie da się w całości „wchłonąć”, dlatego siłą rzeczy trafia do ceny detalicznej.
Kluczowe jest jednak coś innego:
Procentowe opłaty działają jak mnożnik globalnych podwyżek
Z perspektywy konsumenta wygląda to często jak prosty wzrost cen, „bo drożeje pamięć”.
W rzeczywistości mamy do czynienia z efektem kaskadowym: globalne podwyżki komponentów przechodzą przez system podatkowy i opłatowy, który – choć procentowy i teoretycznie neutralny – finalnie wzmacnia skalę wzrostu ceny końcowej.
Co z tego wynika? I czy to dopiero początek?
Obecne podwyżki cen elektroniki nie są efektem jednej decyzji ani chwilowego zawirowania. Nie wynikają też z populistycznego: „bo dolar drożeje” albo „bo ktoś chce więcej zarobić”. To efekt strukturalnej zmiany rynku.
Najsilniejszym impulsem wzrostowym są dziś pamięci – DRAM i NAND – których ceny rosną pod wpływem boomu na sztuczną inteligencję i gigantycznych inwestycji w centra danych. Te same fabryki, które jeszcze kilka lat temu produkowały głównie komponenty dla laptopów i smartfonów, dziś w coraz większym stopniu obsługują segment serwerowy i AI, gdzie marże są wyższe, a zamówienia większe i bardziej przewidywalne.
Do tego dochodzi ograniczona podaż najnowszych procesów technologicznych, rosnące koszty konstrukcyjne nowych generacji układów oraz fakt, że producenci przestali prowadzić agresywną wojnę cenową z okresu nadpodaży. Rynek wrócił do bardziej „normalnych” marż.
W polskich realiach wzrosty te są dodatkowo wzmacniane przez konstrukcję systemu podatkowego. VAT i opłaty procentowe rosną razem z ceną produktu, co sprawia, że każda globalna podwyżka komponentów zostaje nieco powiększona na etapie sprzedaży detalicznej.

Czy to oznacza, że elektronika będzie drożeć bez końca?
Niekoniecznie. Rynek pamięci jest cykliczny i w przeszłości po fazach wzrostowych następowały korekty. Różnica polega jednak na tym, że dziś ten cykl nakłada się na trwałą zmianę struktury popytu. Sztuczna inteligencja, jak już wspomnieliśmy, nie jest sezonową modą, lecz nową warstwą globalnej infrastruktury cyfrowej.
Dlatego obecna sytuacja nie wygląda jak krótkotrwały skok cen, po którym wszystko wróci do punktu wyjścia. Bardziej przypomina moment przejścia do nowej równowagi – takiej, w której elektronika użytkowa musi konkurować o zasoby z sektorem o znacznie większym kapitale i apetycie inwestycyjnym.
Co to oznacza dla nas, przeciętnych konsumentów? Sprzęt nadal będzie się rozwijał i oferował coraz więcej możliwości, ale jego cena coraz silniej zależy od globalnej gospodarki, a nie tylko od premiery nowej generacji procesora czy smartfona.
Nie warto zwlekać z zakupami
Jeśli od jakiegoś czasu odkładasz zakup nowego laptopa czy smartfona, powyższy tekst jest dość jednoznaczną wskazówką, żeby nie zwlekać.
Prognozy TrendForce i Gartnera nie pozostawiają złudzeń: ceny pamięci będą rosły przynajmniej przez pierwsze miesiące 2026 roku (niektórzy wieszczą, że stabilizacja nastąpi dopiero w 2027 roku), a producenci już zapowiedzieli kolejne podwyżki cen katalogowych.
Każdy miesiąc oczekiwania może oznaczać wyższy rachunek przy kasie… i mniejszy wybór w niższych przedziałach cenowych, które po prostu zaczynają znikać z rynku.
Jeśli więc masz już upatrzone urządzenie, zajrzyj do x-komu i nie odkładaj decyzji na później.
